Wyspy Kanaryjskie: Teneryfa

Cześć! Mam nadzieję, że ten wpis pomoże Ci w przygotowaniach do podróży. Jeżeli jednak wciąż masz wątpliwości lub dodatkowe pytania zachęcam do kontaktu poprzez fb: @pegazing lub email: pegazing@gmail.com Chętnie pomogę 🙂

Wstęp

Przed wyjazdem na Wyspy Kanaryjskie długo nie mogłam się zdecydować, na którą wyspę się wybrać. Ostatecznie wybór padł na Lanzarote i Teneryfę, które postanowiliśmy zrobić w jednej podróży. Dla przejrzystości rozbiłam te wpisy na dwa, żeby osobom będącym zainteresowanym wyłącznie jedną wyspą było wygodniej zapoznać się z naszym planem podróży.

 Jeśli chodzi o transport pomiędzy wyspami to istnieje wewnętrzna linia Binter, czyli śmieszne małe samolociki, które po wystartowaniu szybko zaczynają lądować 🙂 Można też płynąć promem, ale jest to o wiele bardziej czasochłonne.

Dzień 1: Loty, wynajem samochodu, nocleg

Loty

Na Teneryfę przylecieliśmy wieczorem. Długo szukałam odpowiednich lotów, ze względu na to, że nie latam już Ryanairem, ponieważ zwykle ostatecznie wychodzi drożej, a komfort tych podróży jest niski. Udało mi się znaleźć świetne połączenie Warszawa-Monachium-Teneryfa, a w drodze powrotnej Teneryfa-Zurych-Warszawa. Nie dość, że wychodziło ponad połowę taniej niż to co wyliczyłam w Ryanairze, to w każdym locie mieliśmy zapewniony posiłek. Dwa razy też trafiliśmy na miejsca przy przejściu ewakuacyjnym, co dodało nam dodatkowej przestrzeni na nogi 🙂 Przesiadki były bardzo krótkie – akurat tyle, żeby wysiąść, rozprostować chwilę nogi i iść dalej. W Zurychu trafiliśmy też na stoisko Lindta, gdzie poczęstowali nas szaloną ilością czekoladek, co później wyceniłam na kilkadziesiąt złotych.

Te cudowne loty oferowała Lufthansa we współpracy z liniami Swiss i Edelweiss. Rezerwowałam je ze strony Lufthansy – nie było ich też w pierwszych wynikach wyszukiwarkek typu google flight, więc poszukajcie na stronach tych linii, czy jest coś ciekawego dostępnego.

Samochód

Na Wyspach Kanaryjskich jest kilka różnych wypożyczalni, ale bardzo dużo osób poleca AutoReisen. Nasza opinia na ich temat jest jak najbardziej pozytywna, łącznie wypożyczaliśmy tam samochód trzy raz (raz na Lanzarote i dwa razy na Teneryfie). Przede wszystkim jest to dosyć bezproblemowa wypożyczalnia. Poziom benzyny musi się zgadzać mniej więcej i nie jest to ściśle kontrolowane. Przy oddawaniu samochodu oddaje się kluczyk pani w okienku lub wrzuca do skrzynki i tyle. Nie mieliśmy żadnych problemów, a na Lanzarote trafiła nam się nawet lepsza wersja samochodu, bo wszystkie najtańsze były wypożyczone.

Nocleg

Z racji tego, że w środku pobytu na Teneryfie polecieliśmy na Lanzarote mieliśmy dwa różne noclegi. Pierwszy z nich był na południu, niedaleko lotniska w okolicy Las Chafiras, natomiast drugi na północy w okolicy La Quinta. Sporo osób w internecie polecało noclegi w południowo-zachodniej stronie wyspy, w okolicach Los Gigantes i Costa Adeje, ale ja do nich nie należę 😀 Gdybym miała jechać jeszcze raz na Teneryfę, to zdecydowanie wybrałabym nocleg na północy. Moim zdaniem jest tam więcej ciekawych rzeczy i bardziej się opłaca stamtąd dojeżdżać, ale wszystko oczywiście zależy od tego jakie atrakcje macie zaplanowane 🙂

Dzień 2: Los Gigantes-Masca-Garachico

Poranek zaczęliśmy od zobaczenia klifów Acantilados de los Gigantes, a także przejścia się po miasteczku. Już po wyjściu z samochodu przywitał nas śpiew kanarka, którego udało się wypatrzeć, a nawet sfotografować.

W Los Gigantes nie zostajemy długo, bo kolejnym punktem na naszym planie jest Masca, czyli miejscowość górska, przy wąwozie Masca. Trekking wąwozem jest jedną z atrakcji Teneryfy, ale w momencie kiedy byliśmy na wyspie był od dłuższego czasu zamknięty. Niemniej jednak widoki w tym miejscu są naprawdę przepiękne i naprawdę warto się tam wybrać, nawet jeżeli szlak nie jest dostępny. Przy okazji możemy zaobserwować pierwsze jaszczurki oraz zdrewniałe kaktusy (których zobaczymy jeszcze wiele). Do tego spotykamy pana sprzedającego opuncje, które pokochałam. Było to zaskakujące o tyle, że nie lubię soku z opuncji i nie spodziewałam się, że będzie mi to smakowało. Później okazało się, że dżem z opuncji również jest bardzo smaczny. Droga z Los Gigantes do Masca trwa długo – około 40 minut, a to tylko 20 km. Droga jest wąska i kręta. Warto co jakiś czas przystanąć (jeżeli jest miejsce), wysiąść z samochodu i zobaczyć widoki.

Z Masca jedziemy do Garachico – do wyboru są możliwe dwie trasy, przez El Palmar, bądź Santiago del Teidę. Obie zajmują około 50 minut i mają około 25 km. My wybieramy bardziej krętą trasę przez El Palmar, podziwiając po drodze widoki, rzeźby w El Palmar i robiąc sobie przerwę obiadową w Buenavista del Nte.

Z Masca jedziemy do Garachico – do wyboru są możliwe dwie trasy, przez El Palmar, bądź Santiago del Teidę. Obie zajmują około 50 minut i mają około 25 km. My wybieramy bardziej krętą trasę przez El Palmar, podziwiając po drodze widoki, rzeźby w El Palmar i robiąc sobie przerwę obiadową w Buenavista del Nte.

W Garachico mamy kilka bardzo interesujących miejsc, które znajdują się blisko siebie. Należy do nich punkt widokowy Mirador del Emigrante z pomnikiem emigrantów, a po drugiej stronie punkt widokowy Mirador El Infierno, z którego można dostrzec dużych rozmiarów szopkę znajdującą się w jamie skalnej na przeciwległym brzegu. Nie jestem pewna, czy ta szopka jest całoroczna, ponieważ w momencie kiedy byliśmy na wyspie był sezon na szopki.

38 (1 of 1)

43 (1 of 1)

45 (1 of 1)

Największą atrakcją Garachico są jednak baseny naturalne El Caleton, które zostały uformowane przez zastygającą lawę. Baseny są nie tylko świetny miejscem do kąpania, ale też są niesamowicie atrakcyjne pod względem wizualnym. W czasie spaceru w tym miejscu zaobserwowaliśmy różne gatunki krabów, a także błyskawiczne wlewy z oceanu do tych basenów.

42 (1 of 1)

Dzień 3: Rambla del Castro – Orotava – Tejita

Dzisiejszy dzień zaczynamy od trekkingu Rambla del Castro. Szlak zaczyna się w tym miejscu, w miejscowości Los Realejos, pod koniec ulicy Camino Burgado. To jest bardzo łatwy szlak, przeznaczony praktycznie dla wszystkich, a jego długość to 4km w jedną stronę.  Idzie się prawie cały czas wybrzeżem, więc widoki są zachwycające. My szliśmy w obie strony. Początek szlaku to zielone obejście zatoki, wzdłuż zielonych tarasów, które są widoczne na zdjęciu. W samym oceanie możecie zauważyć ciekawe formacje skalne uformowane przez zjawisko erozji.

56 (1 of 1)

8 (1 of 1)

Na tej krótkiej trasie znajduje się bardzo dużo ciekawych miejsc. Należą do nich ruiny przepompowni, XVI-wieczna twierdza stanowiąca ochronę przeciwko piratom, gaj palmowy oraz przepiękny punkt widokowy, który znajduje się na samym końcu tego szlaku.

Pewna baza szlaków ze wszystkich wysp, w tym szlak, którym szliśmy, znajdują się na tej stronie.

9 (1 of 1)

La Orotava była moim ulubionym miasteczkiem, które odwiedziliśmy na Teneryfie.  Idealne miasteczko, żeby po prostu sobie pospacerować i się zgubić, jednocześnie odnajdując coś ciekawego. Czytając o Orotavie wszędzie to przeczytacie, a ja też wspomnę, że warto zwrócić tutaj uwagę na tradycyjne kanaryjskie balkony. Atrakcją numer jeden jest także zabytkowy kanaryjski dom Casa de Los Balcones, który zdecydowanie warto odwiedzić. Na dziedzińcu znajduje się sporo klatek z kanarkami i to również jest ciekawe 🙂

Na koniec pobytu w Orotavie udaliśmy się do ogrodu botanicznego, który bardzo mi się spodobał ze względu na różnorodność roślin. Wszystko jednak zależy od tego jak bardzo lubicie ogrody botaniczne – Przemek nie był zachwycony 😉

Dzień kończymy na plaży Tejita. Wybraliśmy ją ze względu na bliskość od naszego apartamentu, ale jest naprawdę urokliwa.

Dzień 3-7: Lanzarote – Icod de los Vinos

Trzeciego dnia rano polecieliśmy na Lanzarote, skąd wróciliśmy siódmego dnia naszej podróży.  Tak jak wcześniej pisałam – stworzyłam osobny wpis opisujący samo Lanzarote, żeby nie zaciemniać tego wpisu. Zachęcam do zapoznania się, jeżeli interesuje Was też ta druga wyspa. A teraz wracamy znowu na Teneryfę 🙂

Siódmego dnia został nam na Teneryfie tylko wieczór i spędziliśmy go w Icod de los Vinos. Miasto to jest znane z najstarszej na Teneryfie draceny smoczej. Dracenę można zobaczyć  z ogólnodostępnego tarasu, bądź w ogrodzie botanicznym, płacąc za wstęp kilka euro. Widok z tarasu jest znacznie lepszy 😉 Ja zamiast ogrodu botanicznego wybrałam jednak park motyli Mariposario del Drago, ponieważ uwielbiam je fotografować. Nie byłam na początku przekonana, ale bardzo mi się tam podobało.  Po zakupie biletu zostałam poinstruowana, żeby spróbować wypatrzeć motyle. Na początku wydawało mi się, że jest ich bardzo mało, wręcz pojedyncze sztuki. Przez chwilę poczułam się nawet trochę oszukana 😉 Im dłużej jednak chodziłam i patrzyłam, tym więcej udało mi się ich dostrzec, aż w końcu miałam poczucie że wszędzie są motyle. Niektóre miały tak maskujące barwy, że w pierwszej chwili trudno je było zauważyć. Oprócz motyli, możemy zobaczyć etapy ich cyklu rozwoju – poszczególne formy można zobaczyć przez szybę w miejscu, gdzie hodowane są motyle. Dostępna jest także wystawa na ich temat, a także wystawa z motylami w ramkach, ale ja już tego nie rozumiem – zdecydowanie jestem fanem przyglądania się żywym motylom.

Dzień 8: Teide

Zdecydowanie jednym z najważniejszym miejsc na Teneryfie, które trzeba zobaczyć jest wulkan Teide. Jest on trzecim najwyższym wulkanem na świecie – przy założeniu pomiaru wysokości od podstawy znajdującej się w dnie oceanicznym. Pozostałe dwa wulkany są na Hawajach. Był to zdecydowanie jeden z fajniejszych dni na Teneryfie ze względu na niesamowite widoki.

Teide jest najpopularniejszą atrakcją i trzeba wcześniej załatwić dwie rzeczy:

-bilety na kolejkę linową,

-pozwolenie na wejście na szczyt.

Kolejka znajduje się na wysokości 2 356 m n.p.m, warto zaplanować przyjazd wcześniej ponieważ są spore problemy z parkowaniem. My dość długo szukaliśmy miejsca. Jeżeli nie chcecie jechać kolejką, to możecie też trasę przejść pieszo 🙂

Kolejką wjeżdża się na wysokość 3555 m n.p.m., skąd rozpoczynają się trzy szlaki. My bez problemu zrobiliśmy wszystkie i do tego też zachęcam.

  • Szlak nr 10 prowadzący na szczyt Teide (3718 m n.p.m.). Szacunkowy czas to 40 minut.
  • Szlak nr 11 prowadzący do punktu widokowego Mirador de La Fortaleza. Szacunkowy czas to 25 min.
  • Szlak nr 12 prowadzący do punktu widokowego Pico Viejo. Szacunkowy czas to 30 minut.

Jeśli chodzi o szlak nr 10, wiodący na szczyt, konieczne jest posiadanie specjalnego zezwolenia, które możecie zdobyć tutaj. To zezwolenie jest darmowe, ale trzeba je załatwić znacznie wcześniej, ponieważ w ostatniej chwili może się okazać, że nie ma wolnych miejsc. Rezerwując ze sporym wyprzedzeniem byliśmy zdziwieni małą ilością dostępnych terminów.

Jeżeli chcecie doczytać dokładniej o tych szlakach oraz wizycie na Teide, to zachęcam do odwiedzenia strony źródłowej, na której podane są szczegółowe informacje.

Przeglądając grupy podróżnicze, często w kontekście Teide można się natknąć na pytania o chorobę wysokościową. Dla większości osób jest to w miarę bezbolesne przeżycie, czasem mogą pojawić się bóle głowy. Więc generalnie nie stresujcie się, bo na 95% wszystko będzie dobrze! 😀  Są jednak osoby o wątlejszym zdrowiu, takie jak ja, dla których taka wyprawa to trochę bardziej wyczerpujące przeżycie. Dlatego specjalnie dla Was mam tutaj parę cennych  rad jak żyć, jeżeli dopadnie Was coś więcej niż mały ból głowy 😉

Zanim byłam na Teide, miałam już doświadczenie z wysokościami i miałam świadomość, że wysokości około 4000 m npm są dla mnie ciężkie, dlatego byłam psychicznie przygotowana i okazało się to kluczem do sukcesu!

Nie ma cudów – po przebyciu parudziesięciu metrów zaczęły pojawiać się u mnie pierwsze objawy. Przede wszystkim były to problemy z oddychaniem oraz narastający ból głowy. Najlepsza i najważniejsza rada w takiej sytuacji jest taka, żeby nie panikować. Ja cały czas miałam świadomość, że ten tlen tam jest, nie spieszyłam się, często odpoczywałam. Pamiętajcie, że to nie wyścig na szczyt, każdy ma swoje tempo! Lepiej robić częste przystanki niż zemdleć 🙂 W normalnych warunkach przejście tego szlaku nie byłoby dla mnie problemem, przez wysokość było dość męczące. Po prostu trzeba to zaakceptować. Z drugiej strony, pamiętajcie zawsze słuchać swojego organizmu. W skrajnych przypadkach pierwsze objawy choroby wysokościowej u niektórych osób pojawiają się już na 1500-2000 m npm. Jest minimalna szansa, że zaliczacie się do tego grona, ale jeżeli tak jest i naprawdę źle się czujecie, to pamiętajcie, że nie jest ani wstydem się zawrócić, ani prosić o pomoc innych jeżeli nie możecie zejść. Piszę o tym, bo czytałam na jednej grupie historię dziewczyny, która pod samym szczytem musiała zawrócić, korzystając z pomocy innych. Dlatego nie jest to jakiś mój wymysł, tylko może się tak zdarzyć. Ale powtarzam – macie na to nikłe szanse. Pamiętajcie też, ze wizyta na Teide nie trwa bardzo długo, a najlepszym sposobem radzenia sobie z chorobą wysokościową jest redukcja wysokości, na której jesteście 🙂

Po tych wszystkich trudach resztę dnia spędziliśmy na niezobowiązującym spacerze i w SPA, więc szczegółowego planu wieczornego nie opisuję 😉

Dzień 9: Rural de Anaga Park – Santa Cruz

W Rural de Anaga Park jest wiele szlaków trekkingowych – my jednak nie mieliśmy wystarczająco dużo czasu na dłuższy trekking. W alternatywie można objechać kilka punktów widokowych i zrobić mini-szlaki, co też postanowiliśmy uczynić. Dlatego zaczęliśmy od punktu widokowego Mirador De Jadrina, do ktorego można dojechać podążając drogą numer TF-12. Jadąc dalej drogą możecie dotrzeć na krótki szlak, wiodący do Mirador del Llano de los Loros. Warto dodać, że w tych miejscach pojawiają się czasem trudności z parkowaniem ze względu na ograniczoną przestrzeń. Z tego właśnie powodu ominęliśmy ten punkt widokowy. Udało nam się zaparkować na szczęście przy Mirador Cruz del Carmen, który był w pobliżu. Pomimo że parking w tym miejscu był większy, to miejsce to jest dość popularne, więc wcale nie było luźno. Warto się jednak tam zatrzymać, ponieważ oprócz punktu widokowego mamy tam trzy króciutkie szlaki, które są niezwykle urokliwe. Były one dla mnie szczególnie satysfakcjonujące, ponieważ była dla mnie to namiastka lasu wawrzynolistnego, który tak bardzo chciałam odwiedzić na wyspie La Gomera. Te szlaki są naprawdę bardzo krótkie, częściowo się pokrywają, najkrótszy (dostępny także dla niepełnosprawnych) ma 0,3 km, a najdłuższy 1,3 km. Następnie udaliśmy się na Mirador Pico del Ingles, który był jednym z moich faworytów jeżeli chodzi o widok. Ostatnim, bardzo interesującym miejscem, które odwiedzamy w Rural de Anaga Park jest Camino viejo al Pico del Ingles. Jest to przecinka leśna, która jest znacząco poniżej poziomu lasu – po obu stronach mamy więc wysokie ściany porośnięte mchem, a korony drzew z obu stron łączą się nad głowami. Niesamowicie klimatyczne miejsce.

Z parku jedziemy bezpośrednio do Santa Cruz, po którym zrobiliśmy sobie spacer. Miasto to jest ładne, ale nie zrobiło na mnie szczególnego wrażenia. W przypadku napiętego harmonogramu można spokojnie je pominąć na rzecz innych, bardziej atrakcyjnych miejsc. To co jednak podobało mi się najbardziej to falochron przy plaży z wymalowanymi twarzami znanych osób.

Dzień 10: Powrót i słowo na temat Loro Park

Lot mieliśmy rano, dojazd tam okazał się bardziej stresujący niż myśleliśmy, bo pomimo wczesnej godziny były ogromne korki. Jechaliśmy objazdem, ale wiele nam to nie dało. Uważajcie na to 🙂

Jeszcze jedna ważna rzecz na koniec. Proszę, podróżujcie świadomie. Jedną z głównych atrakcji Teneryfy jest Loro Park. Proszę, nie wspierajcie takich praktyk. Orki i delfiny to nie są zwierzęta, które powinno się przetrzymywać w takich parkach. Łamie się je psychicznie, tylko po to żeby zabawiały turystów. One naprawdę cierpią, mają depresję, żyją znacznie krócej niż orki w naturalnym środowisku. A to tylko wierzchołek góry lodowej. Nie bez powodu w Loro Park zdarzały się ataki orek na trenerów, w tym jeden ze skutkiem śmiertelnym w 2009 roku, po którym ograniczono kontakt trenerów z tymi zwierzętami. W naturalnym środowisku orki są przyjazne dla ludzi.  Jeżeli uważacie, że warunki tam są dobre, a zwierzęta szczęśliwe – oszukujecie tylko samych siebie i przyczyniacie się do cierpienia tych zwierząt. Na Teneryfie jest masa rejsów oferujących zobaczenie delfinów w ich naturalnym środowisku, to o wiele lepsza alternatywa!

Mam nadzieję, że ten opis zachęcił Was do odwiedzenia Teneryfy i okazał się przydatny. Jeżeli macie jeszcze jakieś pytania, nie wahajcie się pisać. Jak zawsze, zachęcam także do śledzenia mnie na social media: facebooku i instagramie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *