Tajlandia – Bangkok

Cześć! Mam nadzieję, że ten wpis pomoże Ci w przygotowaniach do podróży. Jeżeli jednak wciąż masz wątpliwości lub dodatkowe pytania zachęcam do kontaktu poprzez  komentarz, fb: @pegazing lub email: pegazing@gmail.com Chętnie pomogę 🙂

Poniżej opisuję jak zorganizować sobie 3 dni w Bangkoku zakładając, że:

Dzień 1: mamy pół dnia (dzień 1 całej podróży)

Dzień 2: mamy cały dzień w Bangkoku (dzień 11 całej podróży)

Dzień 3: mamy tylko wieczór w Bangkoku (dzień 12 całej podróży)

Dzień 1

Poprzedni dzień to był przyjazd, szalona jazda tajską taksówką do hostelu i twardy sen, więc nie opisuję tego dnia osobno. Za to dzisiaj mamy do dyspozycji pół dnia w Bangkoku, ponieważ później mamy lot do Chiang Mai, gdzie spędzimy także wieczór. Ten dzień zdecydowaliśmy się wykorzystać na spacer po okolicy naszego hostelu tj. dzielnicy Dusit. Nocowaliśmy w sieci hostelling international (którą generalnie polecam). Ten konkretny hostel, w którym spaliśmy jest niestety już zamknięty na stałe. Wracając do tego dnia, wybraliśmy się na zwyczajny spacer, żeby zobaczyć pierwszy raz Azję z bliska. Często to powtarzam, że spacery bez celu są jednym z naszych ulubionych sposobów zwiedzania, bo z jednej strony uwielbiamy chodzić, a z drugiej poznaje się wtedy klimat miasta i często można trafić na coś fajnego. Pozwólcie sobie się zgubić 🙂 W ramach spaceru, w Bangkoku, trafiliśmy między innymi, na bardzo fajny targ z jedzeniem, gdzie udało nam się zjeść dużo ciekawych tajskich rzeczy, jednocześnie unikając zatrucia.

My bardzo dużo chodziliśmy, ale czasem też dojeżdżaliśmy tuk-tukiem. Jest to opcja droższa niż taksówki, ale daje więcej frajdy 🙂

Dzień 2 

Dzisiejszy dzień jest bardzo typowy. Zaczęliśmy od wielkiego Pałacu Królewskiego. Zgodnie z tym przed czym nas ostrzegali, minęliśmy różnych kierowców, którzy nas przekonywali że pałac jest zamknięty i mogą nas zawieźć w jakieś super miejsce. To chyba najbardziej znany kant i trzeba po prostu iść i się nie przejmować. Bilety też kupić w oficjalnej kasie i nie próbować oszczędzać na ulicy. Jeżeli nie masz ubrań, które mogą Cię okryć, to nie martw się, w kluczowych miejscach dostaniesz okrycia dla turystów. Jeżeli chcesz wcześniej o to zadbać, polecam patent ze spodniami z odpinanymi nogawkami. Naprawdę tam tego pilnują, więc trzeba się dostosować.

Mnie osobiście Pałac nie zachwycił mocno, prawdopodobnie z powodu ogromnej ilości turystów. Oczywiście nie mam o to pretensji, bo każdy chciał zobaczyć to co ja, aczkolwiek nie wspominam tej wizyty jakoś wyjątkowo. Co innego kolejny punkt tego dnia, czyli Wat Pho. Świątynia, która naprawdę mnie oczarowała. Zdecydowanie mniejsza liczba turystów, baśniowe rzeźby, a także rzeźby, które dostały u mnie specjalnej kategorię “zwierzątka tak brzydkie, że aż urocze”.  Pozostałą część dnia spędzamy na kolejnym długim spacerze, w naszym stylu, eksplorując miasto. Nie ominęliśmy także targów. Nasz hostel mieścił się przy Khao San Road, więc bywaliśmy tam często, ale o wiele bardziej przypadł nam do gustu Silom Night Market – większy wybór i niższe ceny 🙂

Dzień 3

W Bangkoku spędzamy tylko wieczór, ponieważ na cały dzień wybraliśmy się do Ayutthayi (wpis na ten temat znajdziesz TUTAJ).  Jest to nasz ostatni wieczór w Tajlandii, więc aby fajnie zakończyć wyjazd udajemy się do jednego z naszych ulubionych miejsc, czyli Sky Baru. W Bangkoku jest ich kilka, w niektórych można robić zdjęcia i spacerować, w innych już niekoniecznie. Nasz wybór padł na 59 piętro Banyan Tree z otwartą restauracją i barem. Bardzo polecam to miejsce, ale zanim się tam wybierzesz pamiętaj, że obowiązuje strój casualowy. Z tym mieliśmy problem, ponieważ nie mieliśmy eleganckich ubrań w tej podróży. Dlatego ja kupiłam sukienkę, a Przemek ubrał się w sposób jak najbardziej stonowany. Problem? Sandały. W sandałach nie wpuszczają, ale nie znaczy to, że nie można wejść. Przemkowi zostały przyniesione eleganckie skórzane mokasyny, natomiast jego sandały zostały zabrane na specjalnym patyku, który był do tego przeznaczony 😀

Na górze macie wybór, możecie iść do części z barem lub do części z restauracją, gdzie menu dostaje się na świecących tabletach. My wybraliśmy część restauracyjną, w której ostatecznie stanęło na wodzie i dwóch sokach pomarańczowych, a łączny rachunek wyniósł nas około 1500 baht (czyli około 150 zł, lol). W tej restauracji im więcej zamówicie tym więcej dostaniecie prezencików. Jest to bardzo miły gest. Nam zrobiono bardzo profesjonalne zdjęcie: kelner przyszedł ze statywem, przesunął inne osoby z tła, postawił świeczkę, żeby było klimatycznie. Muszę powiedzieć, że to jest najgorsze zdjęcie ever, jakie ktokolwiek nam kiedykolwiek zrobił. Do dzisiaj jak na nie patrzę, to się bardzo śmieję, ale może o to chodzi w tej pamiątce.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *